W sztuce marzenia stają się rzeczywistością, czyli Katarzyny Kozyry bowaryzm świadomy
In Art Dreams Come True, or Katarzyna Kozyra’s conscious Bovarysm

Aleksandra Stelmach
27.05.2014


„Bowaryzm to zdolność postrzegania siebie innym niż się jest”. Autor definicji, filozof Jules de Gaultier, w swoich badaniach nad zjawiskiem bowaryzmu i jego znaczeniem dla ówczesnego społeczeństwa francuskiego nazwał go „chorobą duszy” i określił mianem konfliktu między uwarunkowaniami wewnętrznymi człowieka a oddziaływaniami świata zewnętrznego na jego osobowość (1). Na tę chorobę, jak szybko stwierdzono, cierpi – w jej niegroźnej odmianie – każdy człowiek. Analizując bowaryzm i szukając jego oznak u różnych bohaterów Flauberta, Gaultier stwierdza, że zjawisko to dotyczy każdego człowieka, i – do pewnego stopnia – jest zdrową, normalną cechą, nieodrodną w procesie uczenia się i ludzkiego rozwoju.

Sama definicja, jak również tytuł jednego z kluczowych esejów Gaultiera: Bowaryzm: esej o sile wyobrażeń (z 1902 roku), przywodzi na myśl ogromny obszar związany z ludzką potrzebą marzeń. Widoczny już u dzieci, bowaryzm na początku związany jest z marzeniami o przyszłości („kim będę jak dorosnę?”) i pragnieniem wcielania się w role, uformowane pod wpływem obserwacji świata dorosłych oraz baśniowych inspiracji. Jeśli etap bowaryzmu dziecięcego nie ewoluuje w dojrzalsze formy utożsamiania się z wyobrażonymi, wymarzonymi wizjami samego siebie, może, według Josepha Lévy-Valensiego (2), przekształcić się w bowaryzm prymitywny, rozumiany jako mitomania. Ten typ bowaryzmu traktowany był w historii psychiatrii francuskiej jako stan patologiczny (3).

Do dziecięcych marzeń sięga, w swoim projekcie W sztuce marzenia stają się rzeczywistością, Katarzyna Kozyra, rzeźbiarka i artystka wizualna. Jej twórczość, która rozwinęła się w latach 90., najczęściej kojarzona jest z nurtem sztuki krytycznej, kontestującej i komentującej polską rzeczywistość po upadku ustroju komunistycznego. Kozyra, będąca między innymi, wraz z Arturem Żmijewskim i Pawłem Althamerem, absolwentką Kowalni, słynnej warszawskiej pracowni rzeźby prof. Grzegorza Kowalskiego, często kojarzona jest ze skandalem (4) i szokowaniem widza. Ponadto artystka uprawia sztukę nierozerwalnie związaną z własną osobą: staje się obiektem artystycznej transformacji, bohaterką własnych projektów filmowych i filtrem, przez który przepuszcza każde doświadczenie. Wszystko po to, aby sprowokować widza do refleksji nad samym sobą.





Katarzyna Kozyra, Piramida zwierząt, rzeźba i wideo, 1993, widok ekspozycji,
foto Anna Walewska, dzięki uprzejmości Fundacji Katarzyny Kozyry



Skupianie się wyłącznie na własnej osobie może wywołać skojarzenie z tendencjami narcystycznymi, które współczesna psychologia określa mianem narcyzmu społecznego, związanego z dominującą postawą charakteru, podporządkowującą rzeczywistość własnemu „ja”. Trzeba jednak zauważyć, że immanentną cechą sztuki Kozyry, wynikającą z kontestacji rzeczywistości, jest krytyczne spojrzenie na własną osobowość, będącą osobowością człowieka i artystki. Kozyra zdaje się puszczać oko i, mimo że wszystkie jej projekty zrealizowane są niezwykle serio i z dużym zaangażowaniem, świadomie ironizować na temat rzeczywistości, widza i samej siebie.

Właśnie z tej perspektywy możemy patrzeć na projekt W sztuce marzenia stają się rzeczywistością, jako na działanie nacechowane bowaryzmem – zakładając, że Kozyra wpisuje się w tendencję, którą na użytek tego rozważania ośmielę się nazwać bowaryzmem świadomym. Tym razem artystka postanowiła sięgnąć po marzenia „stania się kimś innym”, wspólne w zasadzie wszystkim ludziom. Praca Kozyry konfrontuje zatem nie tylko jej własne doświadczenia, ale także zmusza widza do odpowiedzi na pytanie: „kim stałem się, gdy dorosłem?”, a więc do zweryfikowania swoich własnych bowarystycznych pragnień.

Artystka, uświadomiwszy sobie, że „realna” rzeczywistość nie przyniesie jej spełnienia marzeń, postanawia stworzyć w obszarze sztuki swój własny świat: taki, w którym mogą się one zrealizować. Tym samym, osadzając swój projekt w sferze sztuczności i kreacji, komentuje go i nadaje mu charakter utopijny. Jednak, jeśli przyjrzymy się bliżej poszczególnym realizacjom, zorientujemy się, że autorka nie tylko dąży do urzeczywistnienia własnych pragnień, ale również z założenia godzi się na ich klęskę, świadoma, do czego może prowadzić próba porwania się na przykrawanie nierealnego i wyobrażonego do miary wcielania.

Na projekt W sztuce marzenia stają się rzeczywistością, realizowany w latach 2003-2008, składa się kilkanaście filmów, z których cztery – Lekcja śpiewu (2004-2005), Opowieść zimowa (2005-2006), Cheerleaderka (2006) i Opowieść letnia (2008) – pozwalają zilustrować proces kreowania nowych tożsamości i świadomej realizacji marzeń, które raz urzeczywistnione, zamieniają się w koszmar.

W Lekcji śpiewu Kozyra wraca do marzeń małych dziewczynek, które wyobrażają sobie siebie w pięknych sukniach, w blasku reflektorów, śpiewających na scenie arie operowe (5). W związku z tym postanawia nauczyć się śpiewać. W ten świat wprowadza ją śpiewak operowy i nauczyciel śpiewu, Maestro Grzegorz Pitułej. Na stronie artystki możemy przeczytać:

Maestro, always artificial in life just as on stage, is the personification of the world of the opera, of sublimated feelings and emotions expressed in an unrealistic way, imbued with a powerful sense of artifice, in song. The artist [Kozyra – przyp. AS] has been taking classical singing lessons for a year now in order to acquire the capacity to express feelings in song, coming to master the arias set for her by Maestro: those of the cherubim from the Marriage of Figaro (during which he is dressed as a woman) and of Marguerite from Gounod's Faust (the aria with the jewels, during which a simple girl is transformed into a coquette) (6).

Przez rok artystka poddaje się rygorowi prób, które mają przystosować jej głos i umiejętności techniczne do wymagań sceny i oczekiwań publiczności (a przede wszystkim Maestra). Kozyra pragnie nauczyć się śpiewać jak najlepiej, jak najbardziej profesjonalnie, z jak największą precyzją dźwięku. Podchodzi do realizacji swojego przedsięwzięcia bardzo ambitnie, co sprawia, że godzi się na przeróżne zabiegi, które mają na celu dosłowne dopasowanie artystki do skali jej marzeń.




Katarzyna Kozyra, Opowieść zimowa, film z cyklu W sztuce marzenia stają się rzeczywistością, 2005-2006, foto Marcin Oliva Soto, dzięki uprzejmości Fundacji Katarzyny Kozyry


Kozyra nie tyle pragnie zobaczyć siebie inną, niż jest. W Lekcji śpiewu (7) idzie o krok dalej – pragnie stać się kimś, kim nie jest. Wchodzi w skórę śpiewaczki mimo świadomości, że nie ma predyspozycji, by osiągnąć poziom, którego sama od siebie oczekuje. Zostać diwą operową chciała także Florence Jenkins, która w latach 20. i 30. XX wieku zrobiła karierę sceniczną, przez krytyków i słuchaczy okrzyknięta mianem „najgorszej śpiewaczki świata” (8). Znana z braku poczucia rytmu, słuchu muzycznego i żenującej dykcji, wierzyła w swoje możliwości do tego stopnia, że wszelakie negatywne komentarze uważała za przejaw zazdrości. Zawsze przyciągała na widownię komplet słuchaczy, a pod koniec życia zapełniła nawet historyczną Carnegie Hall. O stopniu bezkrytyczności i narcyzmu Jenkins, cech w prostej linii odsyłających nas do bowaryzmu, można przekonać się dziś w serwisie internetowym YouTube, gdzie opublikowane nagranie jej występów użytkownik HappyApostate zatytułował: „Florence Jenkins massacres Mozart” (9) .

Kozyra, tak jak Jenkins, próbuje zrealizować swoje marzenia. Podstawowa różnica między nimi polega na tym, że ta druga święcie wierzyła w swój talent (i siłę swoich pieniędzy), natomiast ta pierwsza świadomie skazała się na porażkę. Gdy po okresie wytężonych prób Kozyra wyszła na scenę, jedynym, czego mogła doświadczyć, było upokorzenie i ośmieszenie. Jej śpiew zabrzmiał karykaturalnie. Świadoma wysiłku artystki publiczność wprawiona została w konfuzję, a ona sama była stremowana i zawstydzona. Film z koncertu, który dała w Trydencie, nosi tytuł Koszmar i doskonale oddaje rezultat zmagań z wchodzeniem w rolę za wszelką cenę. Marzenie zlało się z cierpieniem, a sens dążenia do jego realizacji pękł jak bańka mydlana.

W inną rolę, tym razem cheerleaderki śpiewającej popową piosenkę, Kozyra wchodzi pod czujnym okiem Glorii Viagry. Gloria, berlińska drag queen, która do perfekcji opanowała sztukę bycia kobietą, dla Kozyry stanowi symbol kobiecości. To mężczyzna, który sam siebie postrzega, a i innych skutecznie przekonuje do postrzegania innym niż jest na co dzień. Gloria to zatem inkarnacja „innego ja” na 20-centymetrowych szpilkach, bowaryzm spełniony, zrealizowany i z tego powodu szczęśliwy. Razem z niepozorną, „chłopięcą” artystką chodzi na zakupy, uczy ją makijażu i sposobu poruszania:

In both of these worlds, reign strong, but very different stereotypes of femininity and what it means to be a star. Gloria Viagra's main task is to help the artist discover the "woman" inside her, the ideal or incarnation of which is for the artist none other than Gloria herself or, in other words, Michel dressed as a woman. Gloria shows Kozyra the secrets of make-up and costume and picks suitable make up, hairstyle and wigs for her. She also goes shopping with her (10).

Multiplikacja realizacji marzeń o innym sobie, dzięki Glorii, nabiera dodatkowych wymiarów i czyni projekt W sztuce… o wiele głębszym i pełniejszym. W Cheerleaderce kobieta przebiera się za mężczyznę przebranego za kobietę. Kto jest w zasadzie kim?

Gdy, przy pomocy Glorii, Kozyra staje się już kobieca, testuje sposób funkcjonowania kobiety w środowisku czysto męskim: nagrywa teledysk do przeboju What do you waiting for w męskiej szatni sportowej, wśród mężczyzn zajętych wyłącznie sobą, którzy zupełnie ignorują kokieteryjne i „kobiece” zachowania Kozyry-cheerleaderki. Artystka zdaje się przez to mówić, że jej wejście w rolę kobiety i nałożenie maski stereotypowo przypisanej zachowaniom tej płci nie odnosi oczekiwanego efektu. Maska nie działa, spełnione marzenie zamiast zaprojektowanego przez powszechne oczekiwania sukcesu przynosi kolejną porażkę.





Katarzyna Kozyra, Cheerleaderka, teledysk z cyklu W sztuce marzenia stają się rzeczywistością, 2006,
foto Marcin Oliva Soto, dzięki uprzejmości Fundacji Katarzyny Kozyry



Próbując innych sztuczek, w tym samym teledysku (11) Kozyra nakłada kostium przypominający monstrualne nagie kobiece ciało, symbolizujące pierwotne wyobrażenie „wielkiej matki” czy Wenus z Willendorfu. Tym teatralnym przebraniem zdobywa szacunek zgromadzonych w szatni facetów. Jednak na aplauz zasługuje dopiero wtedy, gdy dokleja sobie penisa i z obnażonym członkiem spaceruje na podwyższeniu, niczym modelka prezentująca najlepsze kreacje (12). W jednym z wywiadów na pytanie o to, czy tożsamość opiera się na różnicach płci, artystka odpowiada:

Chyba tak. Chociaż nie wiem… widzisz, dlatego robię te różne rzeczy, bo mnie nurtują takie pytania. Czy kiedy jestem facetem to inaczej siebie postrzegam i inaczej jestem postrzegana? Gdyby ktoś mi powiedział że od teraz mam być facetem, to raczej skoncentrowałabym się na tym, jak teraz, jako facet, mam się zachowywać, żeby się nie ośmieszyć, czy nie odstawać od reszty (13).

W ten sposób artystka zadaje pytanie o rolę ciała jako kostiumu, narzuconego i determinującego funkcjonowanie człowieka w społeczeństwie arbitralnych norm. Kostiumu, który, jak udowadnia, może w każdej chwili zmodyfikować. W cytowanym wywiadzie, zapytana o przyczynę ciągłych przebieranek, odpowiada:

Dzieci, które odstają od reszty, nie wiedzą tego, dopóki ktoś im o tym nie powie. Chcę pokazać, że to wszystko są kostiumy. Choć z drugiej strony w zależności od tego jak się ubiorę, to tak się zachowuję, w przypadku przebierania chowasz się za jakąś kliszą, wiesz że nie jesteś sobą i wobec tego nie możesz się zbłaźnić.

Słowa te stanowią zarówno dowód na ironię, z jaką artystka przepracowuje wszystkie zadane samej sobie sytuacje, jak i na bardzo szczery przekaz całego projektu.

Kozyra zdaje sobie sprawę z identyfikującego spojrzenia, które przychodzi z zewnątrz i świadomie wchodzi w kameleoniczne gry, co w projekcie Cheerleaderka podkreślone zostaje piosenką Gwen Stefani, opowiadającą o artystce, która podpisała milionowy kontrakt i próbuje wziąć sprawy w swoje ręce, by go zrealizować. W przypadku Kozyry motyw artysty w świecie biznesu jest mocno autotematyczny, tym bardziej że przy nagraniu piosenki w chórkach obsadziła dyrekcję i pracowników warszawskiej Zachęty. Teledysk amerykańskiej piosenkarki jest natomiast bezpośrednim nawiązaniem do powieści Alicja w Krainie Czarów Lewisa Carrolla, opowiadającej historię dziewczynki, która zagłębia się w świat baśni i wyobraźni, by uciec od nudnej rzeczywistości nakazów i zakazów.

Również Kozyra, która odgrywa rolę nieudolnej śpiewaczki operowej i bada różne wcielenia kobiecości, w Opowieści zimowej i Opowieści letniej eksploruje świat baśni. W Opowieści zimowej (14) przepowiada na swój sposób historie Kopciuszka i Królewny Śnieżki, księżniczek zmitologizowanych przez popkulturę. Film zaczyna się bardzo charakterystycznie: ciasnym zbliżeniem twarzy Glorii Viagry – w roli złej macochy, gnębiącej główną bohaterkę – która, jako świadome, kreacyjne połączenie kobiety i mężczyzny, sprawdza przed lustrem, czy jest wiarygodna w inkarnacji wizerunku tego, kim nie jest naprawdę. Lustro daje jednoznaczną odpowiedź: pęka. Ten wstęp zapowiada całą Opowieść zimową, poświęconą problemowi dopasowania i sprostania wymaganiom, którym nie sposób sprostać, ponieważ w oczach innych zawsze pozostajemy nieudolną karykaturą tego, jak chcielibyśmy być postrzegani.

Niedopasowanie widzimy, gdy ponad dwumetrowego wzrostu Gloria Viagra przechadza się po śmiesznie dla niej niskich korytarzach michałowickiego domu w otoczeniu świty siedmiu krasnoludków, granych przez aktorów-karłów, dla których wszystko tam zdaje się być za duże i ponad miarę. Podobny zgrzyt słyszymy, gdy wyciągnięty z kufra i lekko odkurzony Maestro siada do kompletnie rozstrojonego pianina, by ćwiczyć pasaże z fałszywie „jodłującą” bohaterką, przygotowując ją na wieczorny występ przed oceniającą i wiecznie niezadowoloną Glorią. Niedopasowanie bohaterów czujemy także, gdy Kozyra, sprowadzona w filmie do roli pomocy domowej, bez ustanku wiesza pranie i zamiata podłogi. Artystka próbuje tym samym spełnić wymagania „macochy”, która bezczelnie i złośliwie rozrzuca śmieci po dywanach. Jedyny miły moment, którego doświadcza bohaterka, to kąpiel przygotowana przez „krasnoludki”, niebezpieczna jednak z powodu podtekstu erotycznego.





Katarzyna Kozyra, Opowieść letnia, film z cyklu W sztuce marzenia stają się rzeczywistością, 2008, foto Ela Białkowska, dzięki uprzejmości Fundacji Katarzyny Kozyry



Możemy założyć, że życie każdej prześladowanej księżniczki wygląda podobnie, do momentu pojawienia się księcia, wybawiającego ją z opresji. W Opowieści zimowej brak jednak szczęśliwego zakończenia, w którym brzydkie kaczątko przemienia się w pięknego łabędzia. Nagromadzenie niemożliwej do przekroczenia hybrydalności sprawia, że dziewczęce marzenia rozwiewają się jak dym, który unosi się z nonszalancko palonego papierosa Glorii i powoduje, że po zaśpiewaniu arii Olimpii (15) z opery Offenbacha Opowieści Hoffmanna, bohaterka dostaje ataku kaszlu.

Rozwiązanie przychodzi dopiero w ostatniej części cyklu W sztuce marzenia stają się rzeczywistością, czyli Opowieści letniej (16). Niezwykła bajkowa uroda scenografii i sielskość pejzażu, w którym poruszają się przeurocze aktorki-karliczki, sprawia, że widz uwolniony jest na początku od poczucia opresji. jakie towarzyszy obserwowaniu poprzednich zmagań Kozyry, próbującej wcielać w życie własne marzenia. Spokój mieszkanek ukrytego w ogrodzie drewnianego domku zakłóca jednak pojawienie się dwóch muchomorów i jednej purchawy, z których wykluwa się znane nam piekielne trio: Maestro, Gloria Viagra i Kozyra.





Katarzyna Kozyra, Opowieść letnia, film z cyklu W sztuce marzenia stają się rzeczywistością, 2008, foto Ela Białkowska, dzięki uprzejmości Fundacji Katarzyny Kozyry



„Nauczyciele” jak obcy wkraczają w sfeminizowany świat krasnoludek i zakłócają jego spokój operowymi hałasami, ogromnymi obcasami i ogólnym bałaganem, jaki zostawiają po sobie w stereotypowo męskich sytuacjach. Za to spotyka ich kara. Najpierw Maestro, jako Śpiąca Królewna, zostaje otruty winem (od wiecznego snu ratuje go pocałunek Kozyry – księcia?). Następnie, razem z Glorią, której perfekcyjnie ukrytą męskość mieszkanki domu w końcu odkrywają, zostają zaszlachtowani tasakiem i narzędziami ogrodniczymi, służącymi karliczkom do upiększania otaczającego je świata.

Tym razem bohaterka nie może nic poradzić, gdyż scenę zbrodni obserwuje przywiązana do krzesła i zakneblowana. Kobiecość, która w swoim idealnym świecie nie potrzebuje już mężczyzny, obezwładnia kobiecość sprowadzoną do roli lalki, dominuje ją i dzięki temu oczyszcza rzeczywistość z niepotrzebnego, męskiego, narzucającego normy brudu. Jedna z karliczek tłumaczy Kozyrze makabryczny akt unicestwienia: „Nie płacz, maleńka, oni są źli. To są mężczyźni!”. Gdyby film skończył się w tym momencie, można by jego wymowę odczytywać jako bunt przeciwko męskiej dominacji, która pokazała bohaterce wzorce, do jakich należy aspirować: wzorzec kobiety i wzorzec gwiazdy. Po przeżytych cierpieniach takie zamknięcie opowieści powrotem do idyllicznego świata, w którym harmonijnie żyją same kobiety, mogłoby się wydawać uzasadnione i szczęśliwe.

Kozyra przewidziała jednak dla swojego projektu inne, bardziej ambiwalentne zakończenie. W finałowej scenie z okna drewnianego domu – górując nad krasnoludkami – posypuje je magicznym proszkiem i zamienia w muchomory. Czy jest to akt zemsty? Dając do zrozumienia, że bez ustanowionych (choćby przez mężczyzn) punktów odniesienia nie można określić, kim się jest, a więc także nie można marzyć o byciu innym, niż się jest?

Szczególny komentarz do zarysowanych w powyższej pracy problemów stanowić może wcześniejszy projekt fotograficzno-filmowy Olimpia (1996) (17), w którym artystka ukazała szerokiej publiczności swoją walkę z chorobą nowotworową. W otwartym nawiązaniu do obrazu Tycjana Wenus z Urbino i jego XIX-wiecznego, kontrowersyjnego przepisania autorstwa Maneta (Olimpia z 1863 roku), Kozyra oswaja odbiorcę z widokiem ciała schorowanego, zniszczonego, poddanego torturom nie w celu osiągnięcia sukcesu i idealnego wyglądu. Tutaj jedynym celem i marzeniem Kozyry-kobiety jest przeżyć, a Kozyry-artystki pokazać, że choroba i starość nie powinny być spychane na margines społecznego zainteresowania. Wpisanie się w kadr słynnego obrazu nobilituje ciało brzydkie i zadaje pytanie o powszechny kult piękna jako marzenia ludzkości.





Katarzyna Kozyra, Olimpia, 1996, instalacja fotograficzna, wł. Barbara Kabala-Bonarska i Andrzej Bonarski, Warszawa (18)



Można powiedzieć, że Katarzyna Kozyra w swoim projekcie W sztuce marzenia stają się rzeczywistością podejmuje zupełnie świadomą grę z bowaryzmem. Wchodzi w rolę marzącej o niemożliwym i spełniającej swoje zachcianki za wszelką cenę Emmy Bovary. Artystka jest jednak od początku przekonana, że finał może być tylko jeden. Konsekwentnie i świadomie podporządkowuje się zaprojektowanym tożsamościom i doprowadza do urzeczywistnienia marzeń, by natychmiast je zdekonstruować i pokazać, jak niebezpieczny to zabieg. Z jednej strony jest w swoich działaniach bezpieczna, chroniona przez swoisty immunitet artystki (czy, jak Emma, postaci literackiej), a z drugiej przez to stawia się na najwyższym z możliwych świeczniku publicznej oceny. Na szczęście zaznacza, że wszystko dzieje się w obszarze sztuczności, gdyż tylko tutaj, a nie w rzeczywistości „realnej” jakiekolwiek spełnienie okazuje się możliwe.

Wobec faktu, że zasadniczym, poruszanym przez artystkę problemem jest konfrontowanie z rzeczywistością różnych aspektów „kobiecości”, dzieło Kozyry doskonale nadaje się do dalszych zestawień z szowinistycznymi teoriami bowaryzmu, przypisującymi skłonności do nadmiernej wyobraźni właśnie kobietom, a poprzez swoje przekraczające granice płci i seksualności wątki – także do rozważań w perspektywie teorii gender i queer.


Przypisy:
(1) J. de Gaultier, Le bovarysme: psychologie dans l’œuvre de Flaubert, Éd. du Sandre, Paryż, 2008; Le bovarysme : essaie sur le pouvoir de l’imaginaire, PUPS, Paryż, 2006.
(2) Joseph Lévy-Valensi twierdził, m.in., że każda odmiana obłędu jest formą bowaryzmu, zob. J. Lévy-Valensi, Bovarysme et constitution mentale, w: „Journal de psychologie normale et pathologique”, Paryż, Alcan, 1930.
(3) Bowaryzm jako jednostka chorobowa akceptowany był jedynie przez francuskie środowisko lekarskie.
(4) Takim mianem określona została już jej pierwsza praca, wideo i instalacja Piramida zwierząt (1993), mająca na celu skonfrontowanie postawy człowieka brutalnie dominującego świat zwierząt i tuszującego problem śmierci w społeczeństwie.
(5) Dziś pewnie rzadko chodzi o arie, a głównie o reflektory.
(6) http://katarzynakozyra.pl/performances/texts/.
(7)Film dostępny na stronie:
http://otwartazacheta.pl/index.php?action=view/object&objid=961&fraza=%C2%A0;
data konsultacji: 26.05.2013 r.
(8) http://pl.wikipedia.org/wiki/Florence_Foster_Jenkins
(9) http://www.youtube.com/v/qtf2Q4yyuJ0.
(10) http://katarzynakozyra.pl/performances/texts/.
(11) Fragmenty dostępne pod adresem: http://www.youtube.com/v/5GYxh-02QKI.
(12) Kostium nagiej śpiewaczki oraz przebranie się za nagiego mężczyznę, przywołane w tym akapicie, zostały zaczerpnięte z wcześniejszych prac artystki: Lord of Dance i Łaźni męskiej. W tym wypadku są to więc „kreacje” samej Kozyry.
(13) http://www.cafebabel.pl/article/3037/katarzyna-kozyra-w-gowie-mi-si-nie-mieci-e-to-co-r.html.
(14) http://otwartazacheta.pl/index.php?
action=view/object&objid=968&fraza=opowie%C5%9B%C4%87%20zimowa. Aneks, fot. 6, 7.
(15) Arii lalki, w której zakochuje się główny bohater – wybranej niezwykle świadomie przez Maestra wzbogacającej wymiar kreacyjny, artystyczny (czytaj: sztuczny) całego projektu o dodatkowe sensy.
(16) http://otwartazacheta.pl/index.php?
action=view/object&objid=990&fraza=opowie%C5%9B%C4%87%20letnia; data konsultacji: 27.05.2013 r.
(17) http://otwartazacheta.pl/index.php?action=view/object&objid=971&fraza=olimpia;
data konsultacji: 28.05.2013 r.
(18) Projekt składa się z trzech zdjęć: Kozyry na łóżku szpitalnym, Kozyry upozowanej na Olimpię i portretu starej, nagiej kobiety siedzącej na łóżku, z czarną aksamitką na szyi. Depozyt w Muzeum Narodowym w Krakowie. Zdjęcie dzięki uprzejmości Fundacji Katarzyny Kozyry.



Korekta: Tymoteusz Skiba


laznia.pl