Ten rodzaj przemocy, który może być naprawdę śmieszny

Z Johannesem Bergmarkiem rozmawia Krzysztof Gutfrański
26.03.10.

Jeżeli na całym świecie istnieją obecnie grupy surrealistów, oznacza to, że historia ruchu trwa nieprzerwanie od ponad dziewięćdziesięciu lat. Czy zatem na surrealizm można patrzeć obecnie inaczej, niż jak na martwy kierunek w biegu historii sztuki oraz czy można konstruować opinie o historii bez krytycznego aparatu i dowodów? O surrealizmie jako postawie życiowej, nadrzędności poetyckiego fenomenu i śpiewaniu w trumnie opowiada Johannes Bergmark.

Johannes Bergmark jest jednym z ciekawszych muzyków sceny improwizowanej, wynalazcą instrumentów, artystą wizualnym, aktywnym członkiem i animatorem ruchu surrealistycznego w Szwecji, Polsce i paru innych krajach.

**

Deklarujesz się jako surrealista, jednak w Twoich działaniach surrealizm wydaje się być oczyszczony z akcentów irracjonalnych. Chciałbym się dowiedzieć, dlaczego w ogóle artyści nawiązują obecnie do tego terminu, chodzi o połączenie praktyki artystycznej z tradycją, poszerzenie własnego doświadczenia muzycznego, czy może o coś jeszcze zupełnie innego?

Na początku chciałbym wyjaśnić jedną rzecz, mianowicie nie chcę tu mówić, że jestem kimś, kto wykonuje „surrealistyczne prace”, gdyż wszystko, co tworzę wynika z pewnej postawy i to ona jest najistotniejsza. To jest nieco inne spojrzenie na to, czym jest surrealizm i wynika z praktyki, a nie z pozycji krytyka sztuki. Nie przejmuję się tym, że ktoś nazywa moje prace czy też prace innych „surrealistycznymi”, ja jednak koncentruję się na postawie. Nie chodzi przecież o dziwne łatki i kategoryzację, a o prace, które tak na prawdę noszą sens, jaki nadały im osoby twórców. Ponadto ten poetycki potencjał widzę jako coś dostępnego każdemu, ponieważ tylko podejście surrealizmu potrafi rozpuścić poezję w taki sposób, by stanowiła coś centralnego w ludzkiej egzystencji ze wszystkimi konsekwencjami, które ona za sobą niesie.

Nawiązując zaś do irracjonalności, trzeba zauważyć, że surrealizm czasami atakował „racjonalizm” w sposób, który był często opacznie rozumiany. W żadnym momencie nie był on anty-racjonalny, irracjonalny czy absurdalny, czasami igrał z tymi określeniami poprzez wynajdywanie takich połączeń, jak „sur-racjonalizm” czy „otwarty racjonalizm”, zwykle dając do zrozumienia tym, że żyjemy w deterministycznym świecie, gdzie wyobraźnia sama w sobie kreuje iskry znaczenia, niekiedy bardzo silne i kluczowe. Jednak surrealizm nigdy nie próbował poszerzać świata ludzkiej duchowości o aspekty „metafizyki” czy tego, co ponadnaturalne. W ten sposób odrzuciliśmy jakiekolwiek znaczenie istniejących bogów, duchów czy zjaw, ażeby wyzwolić, poszerzyć i rozwinąć ludzką wyobraźnię i kreatywność. Może to być dokonane z pomocą racjonalnych lub innych środków. To jest właśnie szowinizm tego co racjonalne, jak również irracjonalne, który krytykujemy.

A dlaczego używam słowa surrealizm? Wydaje mi się, ze wciąż nie znalazłem żadnego bardziej koherentnego określenia, które obejmuje wspominane idee. Jednakowoż cały czas mamy problem z konfrontowaniem popularnych wyobrażeń na temat surrealizmu czy też użycia tego słowa w niewłaściwym kontekście, korygując wciąż uogólnienia nawiązujące do „ruchu artystycznego” lub marzycielskiego kierunku artystycznego, toteż jesteśmy często zmuszani do konfrontacji, wyjaśniania, itd., itd. Pomimo tego, wydaje się nieuniknione, że jako surrealistę kultura popularna kojarzyć będzie przede wszystkim tego konfuzjonistycznego powodującego konfuzję miłośnika pieniędzy – Salvadora Dali, który prawdopodobnie (za wyjątkiem jego nieskalanego okresu młodości) był również religijnym faszystą.

A tak zupełnie na marginesie, czym właściwie jest surrealizm?
Moim zdaniem jest to postawa moralna, gdzie troska o pielęgnowanie poetyckiego fenomenu jest najważniejsza zarówno w teorii, jak i praktyce. Takie stwierdzenie prowadzi do dalszych konkluzji, które mogą zostać nazwane politycznymi, artystycznymi lub jeszcze w inny sposób, jakkolwiek jednak surrealizm często był redukowany do tych właśnie kategorii. Na przykład w polityce surrealizm zawsze opowiadał się przeciwko wszelkim opresjom. W swych pracach teoretycznych ruch ten używa dwóch systemów, które są w mojej opinii bardziej wyraźne, kiedy widzi się je rozłącznie, choć niewątpliwie mogą być one stosowane czasami wobec tego samego fenomenu. Jedna to metoda analogii, poetycka czy też ludyczna, wykorzystywana w grze, kreatywności, wyobraźni, interpretacji snów, itd. Inna z kolei, to metoda racjonalna czy też dialektyczna, wykorzystywana we wszelkich dyskusjach dotyczących ludzkiej aktywności i naszego miejsca w świecie, jak polityka czy filozofia. Jednak przede wszystkim surrealizm jest postawą moralną, która konfrontuje się z wszelkimi systemami represji w ludzkim życiu, tak w ekspresji, jak i sposobach myślenia – jak to jest na przykładzie religii. Surrealizm atakuje religię przede wszystkim z pozycji moralnych, za pomocą humoru, wyszydzania, jak również racjonalnej krytyki. Celem jest wyzwolenie z wszystkich możliwych ograniczeń, w ich fizycznej, mentalnej politycznej czy też wyobrażonej formie.

Ten nowy-stary surrealizm zachował kilka generalnych aspektów, jak „przypadek”, czy „praca kolektywna”, której efektem jest formowanie grup... Ciekaw jestem, co z tego jest dla Ciebie najbardziej istotne.
Przypuszczam, że odnosisz się do poglądu pojawiającego się niemal od samego początku, mianowicie tego, że surrealizm jest martwy (jakkolwiek data śmierci wydaje się zmieniać od czasu do czasu). Muszę więc podkreślić, że surrealizm jest od ponad dziewięćdziesięciu lat nieprzerwanym ruchem i jak każdy żywy organizm, ma swoje wzloty i upadki, rozłamy i walki, renegatów. To, co może wydawać się dziwne, lecz jest właściwie możliwe do wytłumaczenia, to tendencja do określania rzeczy jako martwych lub żywych. Jest to istotne dla dziennikarzy mody i opiniotwórców, ma jednak znikome znaczenie dla rozwoju zmysłu poetyckiego czy też ludzkiej inteligencji. Surrealizm był „poza” lub też był „martwy” większość czasu swojego istnienia i całkowicie dobrze się z tym czuje. Większa trudność jest z okresami, kiedy jest on „żyw”, ponieważ zwykle wynika to ze złych powodów.

Dyskusja wokół tego, które elementy surrealizmu stały się przeterminowane, a co pozostaje wciąż ważne czy też, co powinno zostać dodane, jest bardzo istotna i interesująca. Może wystarczy tutaj powiedzieć, że jednym z naszych wkładów (Grupy Sztokholmskiej) do tej dyskusji jest położenie nacisku na epistemologię i metodologię. Grupa Szczecińska, którą współtworzę wraz z Tippi wprowadza wątki skeptyczne. Może to też zbalansować pobieżne przekonanie, mówiące o surrealistach, jako o osobach zainteresowanych wyłącznie sztuką i irracjonalnością. Może to również, podobnie jak niegdyś, dodać kilka ważnych i krytycznych punktów widzenia przeciwko światu sztuki, jak też politycznej lewicy czy zunifikowanym stanowiskom wobec wiedzy, ustalonym raz na zawsze racjom i wizjom życia.

Toteż należy tu podkreślić, że międzynarodowy ruch surrealizmu rozumiany jako społeczność złożona z grup i osób indywidualnych jest niesamowicie ważnym i wciąż żywym zjawiskiem. Buduje on grunt kolektywnych doświadczeń, wzajemnej gry i dyskusji, które sukcesywnie udoskonalają narzędzia i broń praktyczną, jak i teoretyczną ponad indywidualnymi ograniczeniami. Pozwala to włączyć idee do gry, jak również skonfrontować je, co powoduje wzajemną grę pomiędzy tym co indywidualne i kolektywne, a jest to w stałym rozwoju i ruchu.

Jeśli chodzi o kreatywne metody: każda metoda rozszerzania doświadczenia pełnego wyobraźni i poetyckiego odkrywania poza indywidualnymi nawykami i uprzedzeniami jest mile widziana, podobnie jak rozwój nowych gier oraz eksperymentów. Czasami są one także naświetlane i poddawane szczegółowej krytyce, po to by udoskonalić doświadczenie wraz z płynącymi z nich konkluzjami. Przypadek, czy też systemy matematyczne, prawdopodobieństwo, powinowactwa z wyboru, rozmaite stany deliryczne są tylko narzędziami służącymi rozwojowi i treningowi zmysłów oraz wrażliwości.Powinny być one widziane z punktu widzenia wartości poetyckiej, a nie jako skończone i doskonałe metody same w sobie.

Czy uważasz, że ruch surrealistyczny zaistniał w jakiś sposób w sztuce dźwięku? Co daje Ci bycie surrealistą podczas podróży po świecie akustyki?

Próbowałem badać to, co udało mi się znaleźć w tradycji oraz obecnych nurtach, które mają jakiekolwiek związki z dźwiękiem czy muzyką. Jest tego sporo, ale relacje pomiędzy nimi są bardzo rozproszone i dość zróżnicowane. Spójne studium surrealizmu i muzyki jeszcze nie istnieje, ja zaś staram dokładać się do tego od strony praktycznej. Dla moich działań inspiracją są tendencje i przykłady tzw. „wolnej improwizacji” w muzyce, muzyczne gry, konstruowanie nowych instrumentów, sny o muzyce, dźwiękowe performance, poezja dźwiękowa, które znajdują wiele inspiracji w praktyce surrealistycznej, jak również muzyce konkretnej, starym i nowym jazzie, komediach muzycznych, dźwiękowych maszynach, etc. Jednak sprawa relacji mojego muzycznego doświadczenia z surrealizmem jest też w pewien sposób dość złożona. Na początku przygody z surrealizmem przeszedłem oczywiście przez zagadnienie automatyzmu. W muzyce wiązałem go (jak też robili inni) z wolną improwizacją i mówiąc ogólnie był to dla mnie punkt wyjścia do rozpoczęcia tego rodzaju formy ekspresji. Nieco później odnalazłem istotne różnice pomiędzy pomysłami i mogę powiedzieć, że automatyzm jest aspektem improwizacji (jak również innych aktywności), ale nie jest z nią równoznaczny. Jest tutaj mały rozdźwięk, ale w każdym razie ta relacja nie daje podstaw do bezdyskusyjnego wiązania środowiska improwizatorów z ruchem surrealistycznym...

Innym ważnym aspektem jest wynalazczość. „Nie potrzebujemy kontynuatorów, potrzebujemy wynalazców” jest jednym z głównych haseł, które powtarzamy. Moja aktywność jako projektanta instrumentów znajduje się gdzieś pomiędzy snem, rzemiosłem i nauką o akustyce. Ale może najważniejszą rzeczą jest to, że postrzegam bycie muzykiem nie jako zawód, ale jako rozszerzenie sfery pragnienia. Surrealiści oczywiście nie akceptują (wyjąwszy ironię lub w celu zdobycia środków do przeżycia) kreatywności jako pracy, przeciwnie ,niż robi to wielu artystów lewicowych. Zdecydowanie nie jesteśmy „robotnikami sztuki”, a raczej graczami, badaczami, rewolucjonistami.

Grupa surrealistyczna ze Szczecina jest pod względem osobowym chyba najmniejszym projektem tego typu. Powiedz proszę o waszych początkach.

Faktycznie, działamy we dwójkę, drugą osobą jest Tippi. Mimo wszystko jako indywidualiści mający do tego prawo lub nie, deklarujemy się czasami jako grupa – naszą intencją tutaj było poszerzenie grupy do kolektywu. W 2007 roku byliśmy dwójką surrealistów w Szczecinie, zdających sobie sprawę, że nie było tu wcześniej żadnej zdeklarowanej grupy tego rodzaju, czy też odnoszącej się do polskiej sytuacji. Czuliśmy potrzebę wykreowania tej sytuacji, po polsku, ale też jednocześnie w sferze angielsko i szwedzko – języcznej. Jak dobrze wiesz, Polska ma długą tradycję emigracji, spotkało to również osoby o inklinacjach surrealistycznych, które czasami znajdowały możliwości uczestnictwa w grupach gdziekolwiek indziej. Poza tym surrealizm w Polsce był zawsze ograniczony do indywidualnych tendencji, nigdy nie próbował się organizować i opór przed wszystkim, co zorganizowane wydaje się być generalnym problemem w tym kraju.



Johannes Bergmark wewnątrz Śpiewającej Trumny


A co z waszym manifestem?

Rozwija on naszą surrealistyczną postawę, jak również dotyka specyficznej sytuacji w Polsce. Treść tego tekstu wyróżnia się też nieco z ruchu surrealistycznego ze względu na nasze zaangażowanie w ruch skeptyków, który mówiąc pokrótce, propaguje krytyczne myślenie, metody naukowe jak również (choć nie dogmatycznie) zawiera w sobie silną anty-naturalistyczną i ateistyczną podbudowę, którą naszym zdaniem jest istotnym dodatkiem do surrealizmu.

Macie kontakt z innymi grupami na świecie? Jak wyglądają takie współprace?
Sporo podróżujemy, ostatnio po USA, spotykając surrealistów w Chicago, Kalifornii, Alabamie czy St. Louis, itd. Spotykaliśmy ich również w Paryżu... Mam także indywidualnie kontakt z grupami z Anglii, Australii, Hiszpanii, Portugalii, Grecji, Czech, z niektórymi z nich, jak np. z Argentyny, Brazylii czy Kanady jedynie za pośrednictwem internetu. Nasze spotkania zwykle polegają na dyskusjach, opowiadaniu historii, prezentacjach prac, wymianach prezentów, długich spacerach w niecodziennych czy przypadkowych częściach miast lub natury, jedzeniu, graniu (muzyki lub w gry), jak także rozwijaniu wspólnych przedsięwzięć, wspólnych publikacji lub innych jeszcze projektów.


Jesteś również członkiem innego obszernego ruchu, wspominanego już skeptycyzmu, czy możesz odróżnić go od tradycyjnego określenia tego słowa i prądu myślowego?
Współczesny skeptycyzm, czy raczej ruch skeptycyzmu ma niewiele wspólnego ze starożytną filozofią, mimo tego, że nosi tą samą nazwę. Nie wydaje mi się konieczne, by wyjaśniać w tym miejscu różnice, gdyż są to dwie zupełnie różne i odrębne jakości. Mówiąc krótko, skeptycyzm jest przede wszystkim ruchem promującym krytyczne myślenie. To oczywiście coś więcej, niż ciągłe kwestionowanie czegokolwiek, choć zwykle stanowi to dobry punkt wyjścia. Zakłada on naukę najbardziej efektownych metod zadawania pytań i poszukiwania dróg umożliwiających dojście do konkluzji. Oznacza to wyciągnięcie wniosków wynikających z tego, jak łatwo można uwierzyć zadowalającym nas argumentom czy poddać się samoogłupieniu, kiedy nie odbiera się w sposób logiczny „mitów”, bądź kiedy twoje zmysły kłamią, a pamięć zawodzi. Oznacza to również pracę nad sobą i trening, by w obliczu dowodów być zdolnym porzucić swoje „ulubione” teorie, na których traci zarówno obiektywność, jak i zbudowane na nich opinie. Oznacza to także pytanie o szczególne dowody, kiedy dochodzi do czegoś dzięki dzikim lub szczególnie atrakcyjnym ideom. Pozwala on w końcu odróżnić, które idee mogą być udowodnione czy przetestowane spośród tych przekonań, które nigdy nie mogły być udowodnione czy przetestowane. Jednak jeśli ktoś próbuje wyjaśnić obiektywność zewnętrznego świata, zwykle pogrąża się w kłamstwach i propagandzie. W ten sposób można zobaczyć, że skeptycyzm jest bardzo bliski metodzie naukowej, która stara się dojść do prawdopodobnych konkluzji, opartych na dających się przetestować dowodach, niezależnych od przekonań czy zwyczajów poszczególnych jednostek. Dlatego też skeptycyzm jest dobry dla każdego w niemal każdej sytuacji życiowej, dostarczając wiele informacji i dając umiejętności krytycznego myślenia, które dają rodzajowi ludzkiemu wiele dobrego, pozwala też rozwijać kolektywną wiedzę i przeciwstawiać się oszustwom, pseudonauce, jak również paranormalnemu/ponadnaturalnemu/magicznemu konfuzjonizmowi.

To jest edukacja, chociaż często postrzega się ją jako irytującą, budzącą wątpliwości pseudonaukę, która zdaniem niektórych w sposób prymitywny i jednocześnie zaskakujący promuje „oficjalną” władzę poprzez naiwne teorie spiskowe. Moim zdaniem jednak nie ma innej drogi, niż krytyczne myślenie, by ocalić ludzkie życie, pieniądze lub uchronić się od szkody. Dzięki temu jesteśmy zdolni odsłonić fałszywe nadzieje i kłamstwa szerzone przez naciąganych sztukmistrzów, proponujących „alternatywną” (nie bazującą na dowodach) medycynę, przemianę społeczną, itd.

Czy surrealista w świecie kognitywnego kapitalizmu jest osobą politycznie zaangażowaną?
„Kapitalizm kognitywny” wydaje się być tym samym kapitalizmem tylko ze znacznie bardziej zwirtualizowanym rynkiem, który przez to jest bardziej podatny na międzynarodowy kryzys, niż kiedykolwiek przedtem. To wciąż biedny płaci bogatym przez te nieuniknione zamęty, podobnie będzie z nami, jeśli będziemy trwali w niesprawdzonym już kiedyś przeświadczeniu, mówiącym o tym, że jesteśmy bliscy przekształcenia się w społeczeństwo „wolności jednostki, która jest warunkiem wyzwolenia wszystkich”.

Obecnie nie jestem w żaden sposób politycznie zaangażowany. Wiele lat temu byłem w grupie trockistowskiej, co wpłynęło w istotny sposób na moje polityczne czy filozoficzne poglądy, porzuciłem to jednak ze względu na brak przekonania co do celowości „programu okresów przejściowych”, który poprawny w zasadzie, był jednak jądrem politycznej metody Trockiego. Mam tu na myśli to, że wciąż postrzegam siebie jako socjalistę rewolucyjnego i na poziomie podstawowym wspieram każdą formę oporu przeciwko kapitalizmowi i jego reformistycznym, stalinowskim czy post-stalinowskim współpracownikom. Kapitalizm powinien zostać zniszczony zanim zniszczy nas i myślę, że dobrze się składa , że widzimy to w obliczu ciągłych wojen i kryzysów, łupienia biednych przez bogatych, narastającego głodu czy korupcji i głupoty na każdym zakręcie.

Jesteś artystą wizualnym i dźwiękowym, jak również stroicielem fortepianów i konstruktorem instrumentów. Swego czasu widziałem dokumentacje twojej wspaniałej pracy, w której jesteś zamknięty w trumnowatej skrzyni ze strunami i wewnątrz tego – wydawać by się mogło więzienia – śpiewasz pełen pasji. Prawdopodobnie stroiciele fortepianów znają mnóstwo zabawnych historii ze swoich warsztatów...
Czasami nazywam siebie artystą, ale nie wynika to z intelektualnego lenistwa czy społecznych konwenansów. W rzeczywistości nigdy nie czuję się artystą czy muzykiem, ponieważ te artystyczne aktywności są tylko i wyłącznie ekspresją pragnienia dłuższego życia poetyckiej komunikacji pomiędzy ludźmi. Jest to surrealistyczne życzenie lub też jeśli wolisz wizja, jak także wyraz zabawy wynikającej z gry i manipulacji obiektami i materiałami. Łącząc wspomniane przez Ciebie wątki, surrealizm skierował mnie (poprzez kontakt z Halem Rammelem w Chicago) do rozpoczęcia przygody z wynajdywaniem nowych instrumentów. Zainteresowanie akustyką instrumentów muzycznych skłoniło mnie do rozpoczęcia edukacji jako konstruktora pianin. Praca, o której wspominasz jest zaś próbą zrealizowania snu znajomej surrealistki (Petry Mandal). Do konstrukcji Śpiewającej Trumny, montażu strun z pewnością przydały się umiejętności technika pianin. Z racji tego, że Petra nie zajmuje się za bardzo performansem, użyłem instrumentu do własnego działania z dźwiękiem, w którym efekt zwrotny pomiędzy głosem, a strunami wprowadził ciekawy hałas muzyczny o znacznej wysokości tonu.

Jak mógłbyś wytłumaczyć termin bezkształt”?.
To zaskakujące pytanie. Być może mogę odpowiedzieć na nie z punktu widzenia osoby, która zajmuje się muzyką improwizowaną. W wolnej improwizacji, przynajmniej w pewnych jej rodzajach, forma jest czymś do czego dochodzisz (przynajmniej z reguły) bez przesądzającej o tym decyzji. W ten sposób nigdy nie określisz formy przed ukończeniem dzieła (jeżeli w ogóle jest się w stanie rozpatrywać je jako skończone). To jest coś bardzo relatywnego, znam wiele rozmaitych form improwizacji, które zwłaszcza obecnie posiadają bardzo jasne z góry założone estetyki, za którymi podążają rygorystyczne wykonania podczas koncertów. Nie jest to koniecznie coś złego, ale stanowi o istocie smaku i ten smak wydaje się momentami być tylko jeden, co być może nie zawsze musi być najbardziej istotnym czynnikiem tworzenia muzyki. Smak jest oczywiście istotny także dla mnie (inaczej nie mógłbym mieć żadnych pragnień), ale często preferuję zmysł dzielenia wspólnej przygody, podejmowania ryzyka i niespodzianek, czyli elementów, które jak przypuszczam są dużo bliższe surrealistycznemu konceptowi psychicznego automatyzmu. Ta postawa jest być może bardziej „bezkształtna” jako punkt wyjściowy, jednak efekt finalny może być również zupełnie inny i jasny w swej formie – lub też bardzo plastyczny, nieokreślony czy niejasny.

Nie sądzisz, że żyjemy obecnie w epoce zanikającego poczucia humoru?
Nie wiem tego i nie dbam o to, czym ta lub inna era przypuszczalnie jest. Czczę humor w wielu rozmaitych formach: satyry, makabry, czarnej, bezceremonialnej, okrutnej, sarkastycznej, bezpośredniej czy inteligentnej, również kiedy jest w stylu slapstick, stara się być eleganckim, albo manipuluje językiem. Nie lubię humoru, który uderza w tych, którzy znajdują się niżej na drabinie społecznej. Lubię za to ranić religijne uczucia, szydzić z tępoty i naiwności ludzi będących u władzy, złudy rozmaitych hokus-pokus. Przyjemny jest też swego rodzaju „obiektywny” czy też znaleziony humor, jest on bardzo poetycki, podobnie do zaskakującego zestawienia obiektów czy obrazów w asamblażu i który daje się czasami znaleźć w „rzeczywistości”. Musisz tez przesadzać i zwariować po to, żeby dowiedzieć się, gdzie są granice twojego ego. To jest ten rodzaj przemocy który może być naprawdę śmieszny.

Chcę tutaj zaznaczyć, że większość odpowiedzi jest w zgodzie z poglądami mojej koleżanki Tippi z grupy surrealistycznej ze Szczecina i Sztokholmu.

www.surrealistgruppen.org/links.html

http://bergmark.org/coffin

laznia.pl